Rozdział I

wtorek, 6 kwietnia 2010 10:19:27
No to jedziemy poważnie z koksem ;D Ostrzegam, że w opowiadaniu występuje dużo wulgaryzmów. ;)

I
Jesienny wiatr zerwał się nagle i z głośnym stukotem potrącił puszkę po piwie, która leżała na drodze. Loitsche już od dawna było pogrążone w głębokim śnie. Z oddali było tylko słychać przytłumione krzyki pijanych nastolatków. Nagle z za rogu ulicy wyszła pewna dziewczyna. Co chwila potykała się o kamienie i głośno śpiewała jakieś sprośne piosenki. Będąc pod wpływem dużej ilości alkoholu, nie zauważyła nawet jak wpada na latarnie. W około rozszedł się charakterystyczny dźwięk uderzenia, a następnie solidna wiązanka.
- Ty głupia suko, nie widzisz, że idę?! – wydarła się dziewczyna, co jednak wypadło jedynie jak pijacki bełkot. Po chwili oparła się o przedmiot zdenerwowania i roześmiała głośno.
- Oj Fischer, pojebało ci się w dupie – sapnęła, po czym odbiła się od latarni i dalej chwiejnym krokiem ruszyła do małego domku, który był niedaleko. Po cichu otworzyła bramkę, jednak ta jak na złość głośno zgrzytnęła. Gdy już była na terenie posesji, wyprostowała się i spróbowała iść w miarę prosto, jednak mimo starań nie bardzo jej to wychodziło. Wdrapała się po schodkach i złapała za klamkę, która ku zdziwieniu nastolatki ustąpiła. Weszła do środka, widząc jednak, że wszędzie są zgaszone światła uśmiechnęła się cwanie i ruszyła w stronę swojego pokoju. Kiedy już miała zniknąć za drzwiami swojej sypialni, ktoś złapał ją mocno za ramię i ścisnął.
- A ty gdzie? – na twarzy dziewczyny błyskawicznie pojawił się grymas strachu, którego nie potrafiła powstrzymać. Wielkie zielone oczy wpatrywały się w nią ze zdenerwowaniem. – Znowu jesteś nawalona, śmierdzisz na kilometr – sykną mężczyzna i pochylił się jeszcze bardziej.
- Przynajmniej wiesz, że wracam! – nie zdążyła ugryźć się w język, kiedy dłoń ojczyma wylądowała na jej policzku. Nagle oboje usłyszeli cichy przerażony głos, dochodzący z końca korytarza.
- Philipp, proszę daj jej już spokój – kobieta w średnim wieku podeszła do nich powoli – jest kompletnie pijana.
Mężczyzna spojrzał jeszcze raz na pasierbicę i mocno ją odepchnął.
- I tak byś niczego nie czuła – syknął na odchodne i wrócił do swojej sypialni. Dziewczyna spojrzała na niego z nienawiścią i już miała zamykać drzwi, kiedy matka ją uprzedziła.
- Clare, śpij dobrze – pogłaskała ją po głowie i ruszyła śladem Philippa.
Dziewczyna spojrzała jeszcze za odchodzącą postacią i weszła do „swojej krainy” Nie było w niej nic nadzwyczajnego, jednak świadomość, że ojciec Clare specjalnie dla niej wymalował wszystkie ściany, umeblował i wykończył całość, była dla niej najważniejsza. Zielone ściany, zawsze miały przypominać jej o tym, że mimo tego, co się stanie zawsze ma wierzyć i nigdy nie tracić nadziei. Ona jednak nie potrafiła już wyznawać tej nauki, którą wpoił w nią ojciec. Minęły już trzy lata odkąd świat Clare stanął na głowie i zawalił się niczym domek z kart. Niegdyś pulchna szesnastolatka, która miała kochającą rodzinę, przyjaciół. Teraz dwudziestoletnia dziewczyna, która doświadczeniem przewyższała nie jedną dojrzałą kobietę.
Przez pierwszy rok od tragedii, żyła jak w letargu. Stała się zamknięta w sobie, zrezygnowała ze spotkań ze znajomymi. Nie chciała, aby patrzyli na nią tym okropnym dla niej litościwym spojrzeniem. Wszyscy tak strasznie jej współczuli, a ona już rzygała tą ich „troską” Modliła się o to, żeby traktowali ją normalnie, żeby było tak jak dawniej. Chciała sama poradzić sobie z bólem w zaciszu własnego pokoju, bez ciekawskich spojrzeń i głupich plotek. Matka Clare, Senna, postanowiła, że nie wyprowadzą się z domu, w którym jest za dużo ważnych dla nich wspomnień. Po okresie samotności, który spędziły tylko we dwie, pojawił się Phillip, miły kolega mamy z pracy. Przychodził od czasu do czasu, pomagał w zakupach, dotrzymywał towarzystwa. I jakoś się zaczęło. Jego wizyty były coraz częstsze, aż pewnego razu mama obwieściła córce, że powtórnie wychodzi za mąż. Clare z początku, była bardzo przeciwna temu pomysłowi, jednak po kilku rozmowach uległa. Nowy ojczym dziewczyny, przeprowadził się do nich, jeszcze przed ślubem. Pierwsze pół roku ich wspólnego życia, było jak z bajki. Phillip był miły, uczynny, wyrozumiały na napady złości Clare jak i Senny. Potem wydarzenia potoczyły się bardzo szybko, a brunetka nawet nie zdawała sobie sprawy, że w kimś mogą być takie pokłady nienawiści i okrucieństwa. Od tej pory życie Fischerów zamieniło się w koszmar.

Poranne słońce wtargnęło bezlitośnie do pokoju młodej dziewczyny. Nagle po pomieszczeniu rozszedł się dźwięk budzika. Clare niechętnie otworzyła oczy, wzrokiem wyszukała przedmiotu, który przyprawiał ją o dodatkowy ból głowy i cisnęła nim w kąt z taką siłą, że aż umilkł. Przeciągnęła się i wydrapała spod kołdry, zmierzając w stronę łazienki. Stanęła przed lustrem i zaśmiała się pod nosem widząc swoje odbicie. Pół długie, brązowe włosy sterczały każdy w inną stronę. Oczy podpuchnięte i wyraźne przepicie na twarzy, zdradzały, że ostatnie dni nie były dla Clare najlepsze. Ściągnęła koszulkę i jeszcze raz spojrzała w lustro. Nie była żadną pięknością, proste i bardzo dziewczęce rysy twarzy, nadawały jej delikatnego wyglądu, przez co wcale nie wyglądała na swój wiek. Jedyne, co w sobie lubiła to oczy. Szafirowe, identyczne jak u ojca. Potrafiła załatwić nimi wszystko, dodatkową butelkę piwa, czy darmowy bilet autobusowy. Dobrze wiedziała jak się nimi posługiwać, aby osiągnąć cel. Sylwetka? Również nic specjalnego, niegdyś była pulchną dziewczynką, można by rzec nawet, że grubiutką. Teraz z tamtej Clare pozostały tylko piersi, których wręcz nienawidziła. Duże i jędrne. W porównaniu z całą postacią, były dość zjawiskowe i niepowtarzalne. Bo jak dziewczyna, na której można policzyć każdą kostkę, może być tak hojnie obdarzona przez Stwórcę? Właśnie z powodu tej części ciała brunetka zawsze chodziła w za dużych bluzach. Nie mogła znieść tych wszystkich kretynów, którzy patrzyli tylko na jej cycki. Po chwili dziewczyna weszła pod prysznic i pospiesznie namydliła całe ciało. Była tak krucha, że wydawało się, iż nawet najmniejszy podmuch wiatru zdołałby ją złamać. Umyła się szybko pod lodowatą wodą, aby choć trochę się rozbudzić. Nałożyła na siebie szeroką, szarą bluzę i zwykłe czarne spodnie. Uczesała włosy w kucyka i nawet nie przeglądając się w lusterku weszła spowrotem do pokoju. Przewalała wszystko po kolei, aby znaleźć upragnioną torbę. Po dość długich poszukiwaniach, wreszcie znalazła ją pod stertą ubrań, leżących na podłodze. Wrzuciła do środka najpotrzebniejsze rzeczy, założyła tak zwany worek na ramię i opuściła pokój. Miała to szczęście, że matka i Phillip wyszli wcześnie rano do pracy. Spojrzała na duży zegarek w kuchni, który wskazywał ósmą.
- Zajebiście – syknęła pod nosem. – Kolejne spóźnienie.
Oczywiście, nie było mowy o dostaniu się do Magdeburga na ósmą dwadzieścia. Tym bardziej, że szkolny autobus właśnie odjeżdżał. Clare niespiesznie ubrała czarne adidasy i wyszła z domu. Szła w średnim tempie, od czasu do czasu kopiąc jakiś większy kamyk. Jakoś mało obchodziło ją to, że będzie miała kolejne spóźnienie, a może nawet nieobecność. Od ponad roku przestała się przejmować tym, co o niej mówią. Olewała wszystko i wszystkich. Była wredna, wulgarna, a inni wołali za nią, że jest suką. Ona odprawiała ich tylko międzynarodowym znakiem pokoju. Nie przejmowała się żadnymi opiniami. Z klasy do klasy przechodziła tylko, dlatego, że nauczyciele się nad nią litowali. Była zagadką dla tych wszystkich, którzy znali ją wcześniej. Zmiana jej charakteru, zachowania, wyglądu również. Wszyscy przypisywali to śmierci ojca, jednak nikt naprawdę nie wiedział, co za tym stoi.
Nagle tuż przy niej zatrzymał się samochód. Spojrzała z niechęcią na osobnika za kierownicą i wywróciła teatralnie oczami. Mimo iż poznała kierowcę, nie zatrzymała się i szła dalej, ze znudzonym wyrazem twarzy.
- Fischer, chyba nie chcesz spóźnić się do szkoły? – zapytał blond włosy chłopak z cwanym uśmieszkiem na ustach. Clare stanęła przodem do niego i uśmiechnęła się ironicznie.
- Proponujesz mi podwózkę?
- Do krainy marzeń.
Clare spojrzała na niego jak na idiotę. Wiedziała, że Andreas od dawna ma ochotę ją przelecieć, jednak ona udawała, że wcale nie widzi jego starań. Według niej był totalnym kretynem, który ślini się na widok każdej zgrabnej dupy w szkole. Nie mogła zrozumieć tylko, co widzi w niej. A no tak, zapewne chodziło o te dwa balony, które ukrywa pod bluzą. Spojrzała na niego wyzywająco.
- Chyba nie mówisz, o tym zakładzie? – zapytała delikatnie zwilżając językiem, dolną wargę. Zauważyła jak Andreas niecierpliwie poruszył się na siedzeniu. Uśmiechnęła się pod nosem. Kątem oka zauważyła, że na przystanek tuż obok niej podjeżdża autobus. Puściła mu w powietrzu całusa i ruszyła w stronę autobusu. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Sukinsyn.


Czterech chłopaków podziwiało znajome krajobrazy. Nie byli tu od trzech lat i co, jak co, ale byli bardzo podnieceni tym, że wreszcie widzą swoją okolicę. Czarnowłosy chłopak pisnął z uciechy widząc znajomy napis „Magdeburg” Wszyscy stęsknili się za domem i rodziną. Oczywiście mieli z nimi kontakt, a z rodzicami widzieli się bardzo często, jednak to nie to samo, co powrót do korzeni i mamusinych obiadków.
- Bill, przymknij się. Zachowujesz się jak dziecko – powiedział, znudzony chłopak o dość „innym” wyglądzie. Szerokie spodnie, za duża bluza, arafatka i czarne warkoczyki na głowie, zdradzały, że ma swój własny styl. W busie dało się usłyszeć cichy wybuch śmiechu, pozostałych podróżujących. Bill, Tom, Georg i Gustav, czyli najbardziej znany zespół ostatnich lat, Tokio Hotel, wracali właśnie do rodzinnych domów na półroczną przerwę, aby uporządkować sprawy związane głównie ze szkołą. Bill, wokalista z czarnym irokezem na głowie i dziewczęcym wyrazem twarzy. Tom, brat bliźniak frontomana, dla fanek macho i podrywacz. Gustav, perkusista i zespołowy dowcipniś, natomiast Georg, basista i chyba najbardziej dojrzały mężczyzna z całej czwórki.
- Tom, nie wierzę, że nie cieszysz się na spotkanie z naszą małą Amy i Andreasem i w ogóle wszystkimi. Tak dawno ich nie widzieliśmy, a przecież rozmowa to nie to samo, co spotkanie – powiedział oburzony Bill.
- Dobra, ale to nie znaczy, że musisz wydawać z siebie niezidentyfikowane odgłosy – Tom zaśmiał się i spojrzał spowrotem na krajobraz za szybą. Czarnowłosy bezgłośnie wskazał na siebie palcem i zapytał Georga, czy on też uważa, że zachowuje się jak dziecko. Brunet o dłuższych włosach zaśmiał się i pokiwał twierdząca głową.
- Zdrajca – burknął nadęty Bill i już do końca podróży siedział w milczeniu.
CDN

Callien

Prolog

sobota, 3 kwietnia 2010 15:56:52
No to umieszczam prolog jak narazie ;D

Prolog.

Dzień zapowiadał się jak każdy inny. Koniec wakacji zbliżał się nieubłaganie. Pulchna brunetka wskoczyła ojcu, który oglądał właśnie telewizję na kolana i mocno się do niego przytuliła.
- Tato, proszę zabierz mnie do tego parku – błagała.
- Musimy czekać na mamę, przecież wiesz – odpowiedział starszy mężczyzna, głaszcząc córkę po gęstych, prostych włosach.
- Szybko wrócimy, a mama nawet nie zauważy – powiedziała przebiegle się uśmiechając. Gotfrey zaśmiał się pod nosem i oboje wyszli z domu.
Clare nigdy nie dojechała do parku, a dzień, w którym namówiła ojca na tą przejażdżkę będzie pamiętać do końca życia. W szybkim tempie zbliżali się do tunelu i nagle ojciec dziewczyny stracił panowanie nad kierownicą. Samochód wpadł w poślizg, uderzył o ścianę tunelu i stanął w poprzek drogi. Clare ostatkiem świadomości, zobaczyła jak z pod maski samochodu unosi się dym, a osoba obok niej została wgnieciona w kierownicę. Straciła przytomność. Ocknęła się dopiero tydzień po wypadku. Z tego dnia nie pamiętała nic, oprócz strasznego widoku zakrwawionego ojca. Wtedy coś się zmieniło. Przestała być małą księżniczką, za którą była zawsze uważana. Wiedziała, że matka nigdy nie powie jej prosto w oczy, że to była jej wina. Jednak ona właśnie tak czuła, bo gdyby nie błagała ojca, nigdzie by nie pojechali, nie doszłoby do tego wszystkiego i dalej byliby szczęśliwą, kochającą się rodziną. Nie musiałaby przeżywać piekła, które teraz miała w domu. Jednak przyjmowała to wszystko na siebie jako karę. Za tragedię, do której doszło przez nią.
CDN
Callien
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Siemanko

piątek, 2 kwietnia 2010 16:04:14
Nie mam pojęcia, co ja tu robię haha, no ale jak już mnie Gosiaczek tchnęła, to powiem iż przenoszę się tu z www.fischer-vs-kaulitz.blog.pl Pokuta będzie kontynuowana, nie obiecuje częstych notek, bo mam maturę, ale będę się starać w miarę czasu coś dodawać :) Miłego czytania.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: